Menu Zamknij

Czy 100 zająców zje wilka?

Z biznesowego punktu widzenia sama tylko sieć Pepco jest detalicznym gigantem. Ponad 2200 sklepów tej marki w kilkunastu krajach Europy, plus dodatkowy 1000 salonów pod szyldem Poundland i Dealz.

Przychody grupy przekraczają 3,5 miliarda euro. Wprawdzie skonsolidowane wyniki pokazały ostatnio stratę, ale wyniki samej tylko sieci Pepco są od dłuższego czasu pozytywne, osiągając dwucyfrową marżę EBITDA.

Na tym tle Answear.com to zupełnie inna liga. Łączne obroty spółki nie przekraczają jeszcze 100 milionów euro. Zyski spółka notuje dopiero od 2019 roku, a marża EBITDA oscyluje wokół 6-7%.

Krajobraz konkurencyjny dla obu firm jest także zasadniczo inny.

W segmencie dyskontowym w jakim działa Pepco, bezpośrednia konkurencja jest niewielka. Drugim graczem w większości krajów działania Pepco jest KiK, który jednak ma kilkakrotnie mniej sklepów, oraz zasadniczo inny rozkład kluczowych kategorii produktowych.

Tymczasem w internecie konkurencja jest znacznie większa. Pomijając już nawet platformy wieloproduktowe jak Allegro, Amazon, mamy wiele dużych sklepów oferujących modę premium, tak jak to czyni Answear.com.

Oczywiście na pierwszym miejscu jest Zalando, którego skala obrotów (Gross Merchandise Value) przekroczyła 2 miliardy euro. Jest to wprawdzie platforma fashion, skupiająca wiele marek i biznesów, także tradycyjnych, ale w efekcie trafiająca do tej samej grupy klientów co Answear.com

Innym międzynarodowym gigantem konkurencyjnym jest brytyjski Asos, ponadto niemieckie Bon Prix czy About You.

Na rodzimym rynku apetyty na ten segment rości sobie także e-obuwie, Modivo czy Domodi.

A przecież mamy jeszcze „tradycyjne” sklepy internetowe jak Zara, czy Nike. Oczywiście sytuację komplikuje konkurencja omnichanellowa, czyli te przypadki, kiedy klienci sklepów stacjonarnych kupują w internecie i na odwrót, kiedy konsumenci e-commerce decydują się na zakupy off-line.

Ale tak czy inaczej zagęszczenie konkurencyjne w e-commerce jest o wiele bardziej intensywne niż w przypadku sklepów stacjonarnych.

Istotnym elementem oceny biznesu jest oczywiście potencjał rynku i co za tym idzie możliwości rozwoju.

Szacunki różnych firm dość jednoznacznie wskazują na ciągle rosnący rynek odzieży oraz ciągle niski udział e-commerce.

Wg PMR Europe wartość rynku odzieży w Europie osiągnie poziom 400 mld euro około roku 2025, przy czym wartość udziału w tym rynku sklepów sprzedających wyłącznie on-line nie przekracza jeszcze 15%.

Rynek odzieży wprawdzie rośnie, ale mniej dynamicznie niż wartość sprzedaży internetowej, co oznacza, że w istocie sprzedaż przesuwa się z kanałów tradycyjnych do e-commerce.

Niektórzy z graczy tradycyjnych starają się podążyć za tym trendem, budując obok lub przekształcając handel stacjonarny na internetowy (np. CCC). Ale pomimo boomu e-commercu, w którymś momencie stroma krzywa wzrostu ulegnie wypłaszczeniu. Ale jak widać rynek zdaje się jeszcze tego nie dostrzegać.

Wraz z rozwojem handlu internetowego rozwijają się także technologie zarówno związane z obsługą tego handlu jak i koncepcjami sprzedaży. Ale jak na razie nie została jeszcze przezwyciężona największa bariera oddzielająca handel w sklepach od handlu w internecie.

Kupując on-line konsument nie widzi właściwego koloru, nie czuje faktury materiału, nie ma pewności co do właściwego kroju i rozmiaru. I niezależnie od starań sprzedawców, polityk zwrotów itp., jest to największa wada kanału nowoczesnego wobec sklepu stacjonarnego.

Tak czy inaczej rosnącą ilość biznesów internetowych można porównać do licznego stada zajęcy, które z braku miejsca zajmuje teren należący do wilków. Zajęcy jest już tak wiele, że wilki nie mają szans na wytrzebienie stada.

Pytanie jednak, czy w końcu zające zjedzą wilki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *